Robert DACKO
Ścieżki rozwoju w grze na wiolonczeli
Rozdział:
Wstęp
Gdy jako siedmiolatek po raz pierwszy sięgnąłem po wiolonczelę, nie miałem pojęcia, jak wielką rolę odegra ona w moim życiu. Odkrywałem to stopniowo, rok po roku, ucząc się subtelności operowania smyczkiem i poruszania się palcami po strunach. Dorastając, zdobywałem umiejętności i wiedzę, które zaprowadziły mnie do miejsca w którym jestem teraz.
Przez te wszystkie lata mój pogląd na sprawę ćwiczenia i rozwoju zmieniał się znacząco. W pierwszych klasach szkoły podstawowej jako wyznacznik postępów uważałem ilość czasu spędzonego przy instrumencie. Im więcej będę „ćwiczył”, tym lepiej będę „grał” - oto motto tamtych czasów.
Kolejne lata przyniosły wiele uzupełnień do powyższej prawdy. Dowiedziałem się oraz empirycznie odczułem, że ćwiczenie może przynieść negatywne skutki w postaci złych nawyków ruchowych. Zacząłem zwracać uwagę nie tylko na to, że gram, ale także, w jaki sposób to robię. Kontrolowanie poprawności i naturalności moich ruchów przynosiło skutki, pozwalało mi sięgać po coraz bardziej skomplikowane utwory z repertuaru na wiolonczelę.
Dopiero na studiach zacząłem naprawdę słuchać tego, co gram. Czynność ta, tak oczywista w przypadku naszego zawodu, zeszła w szkołach podstawowej i średniej na drugi plan w natłoku poszukiwań techniki i sprawności ruchowej. W samym procesie ćwiczenia zaszły ogromne zmiany. Przegrywanie zadanych mechanicznych formuł zastąpiło poszukiwanie własnych rozwiązań. Ucho stało się drogowskazem, umysł – nauczycielem. Prawidłowy rozwój tych dwóch najważniejszych pomocy naukowych stał się sprawą priorytetową.
Przez siedemnaście lat, a szczególnie w okresie studiów, wielokrotnie odkrywałem jak wiele czasu i energii można zaoszczędzić efektywnym i przemyślanym ćwiczeniem. W niniejszej pracy umieściłem doświadczenia zebrane w tym okresie, popierając je dwoma sztandarowymi pozycjami literatury dotyczącej technologii pracy - pracę prof. Kazimierza Michalika o nawykach ruchowych oraz „Techniki gry skrzypcowej” prof. Tadeusza Wrońskiego.